Warmińsko-mazurskie: Boleszyn (gmina Grodziczno)
Warmińsko-mazurskie: Boleszyn (gmina Grodziczno)
Rolnicza biogazownia w Boleszynie dostarcza ciepłą wodę do mycia i ogrzewa tamtejszą szkołę podstawową, świetlicę wiejską, kościół, plebanię i większość domów w tej wsi. Na tym jednak nie koniec, bo Andrzej Galiński z synami, właściciele tej biogazowni i rolnicy, właśnie wybudowali obok niej basen, w którym woda i grzejniki także będą ogrzewane energią cieplną z biogazu. Tańszą niż gdyby była wytwarzana ona z gazu czy węgla. Dzięki temu ceny biletów wstępu na ów basen, z którego będą mogli korzystać wszyscy chętni, mają być bardzo umiarkowane. Co więcej, rodzina Galińskich podpisała list intencyjny z okolicznymi samorządami gminnymi, w którym deklarują one, że będą prowadzić na tej pływalni zajęcia dla uczniów ze swych szkół.
Mieszkańcom Boleszyna jeszcze całkiem niedawno dokuczał przykry zapach, który dochodził ze stojącej na skraju wsi chlewni na kilkaset świń. A właściwie z jej zbiorników na gnojowicę, w których była magazynowana (według polskich przepisów przez kilka miesięcy w roku nie można jej wywozić na pola). Dochodził też z pól, na które ją wywożono. To wszystko się zmieniło, gdy właściciele chlewni, Andrzej Galiński z synami, wybudowali biogazownię rolniczą, w której „na bieżąco” przerabiają całą gnojowicę ze swojej fermy w Boleszynie i nie muszą jej dzięki temu przechowywać. Transportują ją do biogazowni specjalnie wybudowanym w tym celu rurociągiem. Dzięki temu chlewnia jest dużo mniej uciążliwa dla sąsiadów niż wcześniej.
A sama biogazownia? Gdy po raz pierwszy odwiedziłem Boleszyn (to było ponad rok temu), we wsi nie było czuć żadnego przykrego zapachu. Dopiero przy samej biogazowni, w promieniu 20-30 metrów od niej, pojawił się niezbyt intensywny odór, przypominający zapach gnojowicy. Dochodził z jednego ze zbiorników na surowiec, który był częściowo odkryty. Trafiała do niego serwatka z mleczarni i gnojowica od jednego z miejscowych rolników oraz z drugiej chlewni Galińskich, położonej w innej wsi (jest za daleko od biogazowni, by można było do niej budować rurociąg). – Gdybyśmy ten zbiornik umieścili z tyłu, nie poczułby pan prawie nic, wjeżdżając na nasz teren – powiedział mi jeden z pracowników, obsługujących instalację. Daje mi do powąchania wiaderko z tzw. pofermentem, produktem ubocznym przy produkcji biogazu. – Niech pan do niego włoży ręce i powącha, żeby się lepiej przekonać, że on nie śmierdzi – zachęcał pracownik.
Rysunek 4. Biogazownia w Boleszynie

Źródło: Inwestor biogazowni w Boleszynie
Najpierw więc powąchałem tę ciemną breję, a potem włożyłem do niej ręce. Ku mojemu zdumieniu prawie w ogóle nie pachniała, a jej bardzo słaby zapach był w zasadzie neutralny i trudno byłoby go nazwać odorem. – Żeby poferment nie śmierdział, musi być całkowicie odgazowany, tak, jak u nas – tłumaczył mi wówczas Andrzej Galiński. – My go sprzedajemy jako nawóz. Ustawiają się po niego duże kolejki, bo jest lepszym nawozem niż gnojowica czy obornik i tańszy niż nawozy sztuczne. Ci, którzy protestowali przeciwko budowie naszej biogazowni, też wąchali ten nasz poferment i nie mogli się nadziwić, że nie śmierdzi.


Strona została utworzona dzięki dofinansowaniu Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Za jej treść odpowiada wyłącznie Fundacja na rzecz Rozwoju Polskiego Rolnictwa.